poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 3

Dojechałam na miejsce razem z moją ekipą czyli operatorem kamery Pablo; drugim operatorem Sergio; Bruno, który miał na następny dzień przygotować relację z meczu do gazety i Ines, która miała zrobić wywiady z zawodnikami Atletico. Na mnie spadł nieszczęsny obowiązek rozmowy z piłkarzami Realu.
Cały mecz przesiedzieliśmy na trybunach, blisko wejścia do tunelu, aby po nim łatwo zejść i wykonać swoje zadania. Mieliśmy specjalne plakietki, więc nie mogło być problemów.
Specjalnie usiadłam tak, aby pomiędzy mną i Bruno była Ines. Nie miała ochoty wysłuchiwać jego przechwalań co on to na siłowni nie wyrobił i jakie dziewczyny na niego nie lecą.
Wzorkiem szukałam mojego Raphaela. Nie wyszedł w podstawowej 11, jednak tuż po przerwie zastąpił kontuzjowanego Pepe.
Wynik do 80 minuty wynosił 0-0 dopóki nie nadszedł rzut rożny dla Królewskich. Piłkę z rogu wybił Gareth Bale. Futbolówka trafiła na głowę Varane'a, który skierował ją w stronę bramki, ale niezawodny Courtois wybił ją. Na nieszczęście dla Atletico piłka znalazła się przy nodze Cristiano Ronaldo, który doskonale wiedział co zrobić z tym fantem i ani chwili się nie zawahał.

Do końca meczu nie padła już żadna bramka. Byłam pewna, że ktoś będzie musiał przeprowadzić wywiad z Raphalem. Zaliczył udany debiut prawie zdobywając bramkę!

- Ines, zamienimy się drużynami? - zapytałam.
- Chyba żartujesz! Mam jedyną okazję porozmawiać z boskim Davidem Villą, który grał w mojej ukochanej Barcelonie. Zapomnij! Sergio, zbieraj się! - zaprzeczyła i ruszyła w kierunku tablicy z banerami reklamowymi.
Starałam się jakoś przecisnąć w stronę drugiego baneru i przy okazji złapać któregoś z piłkarzy. Zdecydowała się na Sergio Ramosa.
- Przepraszam! Mógłby mi pan udzielić komentarzu pomeczowego?
Niemal cały mokry Hiszpan zmierzył mnie od góry do dołu i w końcu się zgodził.
- Przez pierwszą połowę staraliśmy się poznać przeciwnika ostrożnie atakując jednocześnie - zaczął mówić a przerwał mu nie kto inny jak...
- Elena?! - zawołał Varane za moimi plecami.
Odwróciłam się i gestem głową dałam mu do zrozumienia, że jestem zajęta. Zachęciłam Sergio do kontynuacji. Po dwóch minutach już byłam wolna.
- Co ty tu robisz? - nie dał za wygraną Raphael.
- Pracuję - odparłam stanowczo wypatrując innego zawodnika do przeprowadzenia wywiadu.
- Kogo szukasz?
- Osoby, która pomoże mi w awansie.
Raphael stanął naprzeciwko mnie i teatralnym gestem oświadczył:
- Tutaj jestem!
Popatrzyłam na niego z miną, która wyrażała politowanie. Już miałam mu się odgryźć kiedy za plecami usłyszałam:
- Elena, streszczaj się! - krzyczała za mną Ines - Rób ten wywiad z ciastkiem i zbieramy się!
Usłyszałam za sobą śmiechy mojej przyjaciółki i Bruno. Ledwo się opanowałam, aby tam nie podejść i po prostu dać im z liścia.

Popatrzyłam dookoła czy nie został na murawie jeszcze jakiś piłkarz przypadkowo bawiący się z dziećmi co wiele razy ma miejsce po meczach u siebie, zwłaszcza wygranych. Niestety nikogo takiego nie zauważyłam, odnotowałam za to spojrzenia innych reporterów skierowanych na mnie i Raphaela.

- Dobra, miejmy to już za sobą - powiedziałam zrezygnowana - Zaliczyłeś udany debiut w barwach Królewskich, spodziewasz się startów w wyjściowej jedenastce w najbliższych spotkaniach?
Zaczął nawijać w sumie nie bardzo wiedziałam o czym. Skupiona byłam na jego twarzy i czekoladowych oczach, które niemal mnie zahipnotyzowały. Następnie wzrok przeniosłam na wypełnione wargi, które wyglądały na stworzone tylko do całowania. Nawet nie zorientowałam się kiedy skończył mówić. Z transu wyrwał mnie Pablo trącający w bok.
- Jakie są twoje cele na najbliższą przyszłość? - zapytałam ocknięta.
- Pojechać do domu i miło spędzić czas w towarzystwie mojej dziewczyny - oświadczył pewnie.
- Dziękuję za wywiad - zakończyłam uśmiechając się do siebie.
Pablo wyłączył kamerę i zaczął zwijać swój i Sergiego sprzęt.
- Niestety, ale muszę cię zmartwić. Muszę jeszcze jechać do biura - powiedziałam do Rafy lekko dotykając ręką jego dłoni.
- A ja muszę wciąć prysznic, przebrać się i ogólnie ogarnąć - zaczął wymieniać - Będę u ciebie za godzinkę - szepnął do ucha i skierował się w stronę szatni.
Stałam przez chwilę odprowadzając go wzrokiem. Nagle przede mną ukazał się oblicze Ines.
- Wy tak na serio czy tylko pod publiczkę? - zapytała.
Zaczęło się we mnie gotować. Podczas gdy ja próbowałam robić wszystko, aby nasz związek był prywatny, Ines wyjeżdża mi z takim czymś.
- Na prawdę to tak wyglądało?
- Troszeczkę, ale na pocieszenie powiem, że Bruno sobie chyba dał siana z tym podrywem - powiedziała i razem poszłyśmy do służbowego samochodu. W drodze do biura nikt nie poruszał tematu Raphaela.

***

Muszę przyznać, że Raphael to bardzo punktualny człowiek. Dokładnie po godzinie zjawił się w moim mieszkaniu. Kiedy otwierałam mu drzwi jego sylwetka wyrażała coś w stylu "Jestem odświeżony i gotowy do uwodzenia cię", albo ja po prostu odniosłam mylne wrażenie.
Wieczór spędziliśmy przytuleni do siebie oglądając jakiś film z serii Marvel. Objadałam się pizzą popijając Coca Colą razem z Varanem i po raz pierwszy nie miałam wyrzutów sumienia, że się opycham, bo mój chłopak robił dokładnie to samo.
Po skończonym filmie Rafa zaczął się zbierać, ale ja zatrzymałam go delikatnym dotknięciem dłoni.
- Zostaniesz na noc? - zapytałam zachęcając go, aby wrócił na sofę.
Zaczęłam lekko muskać ustami jego szyję a ręce powędrowały pod t-shirt.
- W sumie czemu nie? - odparł i całkowicie oddał się moim pieszczotom odwzajemniając je.
Razem pochłanialiśmy się przyjemności swoich pocałunków, po chwili większość naszej odzieży leżała już na podłodze. Prawie doszło do zbliżenia kiedy ktoś zaczął walić pięściami w drzwi.
Raphael zaczął coś mówić po francusku a ja wstałam i szybko chwyciłam swoją bluzkę, założyłam legginsy. Poprawiając włosy skierowałam się do wyjścia.
Przed oczami ukazał się mój były, który pijany jedną ręką opierał się o ścianę a w drugiej trzymał wino.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - powiedział obleśnie się uśmiechając.
Nie wiedziałam o co chodzi temu idiocie dopóki nie spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Godzina wskazywała drugą w nocy, właśnie kończyłam 20 lat.


________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Hej! Witam Was w 3 rozdziale na tym blogu, mam nadzieję, że Wam się podoba :) Nie ma pocałunku, ale myślę, że nie zawiodłam Was aż tak bardzo xD
Bardzo dziękuję za aż 22 komentarze pod ostatnim rozdziałem! To na prawdę mnie bardzo motywuje.
Serdecznie zapraszam do zapoznania się z notką dotyczącą nowych blogów ----> Podstrona.

I'll be the one if you want me to
My sweet revenge
Pride of London

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 2

"Varane, och, czemu ty jesteś Varane" - mogłabym rzec. Zrobiłam rzecz, którą jeszcze kilka dni temu uważałam za debilizm i lans. Zakochałam się w sportowcu. Inni pomyśleliby "wyrzeźbiona sylwetka, ładna buzia, bogaty - żyć nie umierać!", ale ja patrzyłam na to z całkiem innej strony. Siedziałam w dziennikarstwie już dwa lata i wiedziałam co to znaczy być sportowcem. Ciągłe wyjazdy na turnieje, mecze, wywiady, reklamy, fani, dziennikarze i Bóg wie co jeszcze. Wiąże się to z brakiem czasu dla najbliższych.

Pomimo moich obaw nie mogłam powstrzymać swojego uczucia do Francuza. Jego uśmiech, dotyk, głos, akcent, wszystko to wywoływało na moim ciele gęsią skórkę i palpitację serca. Usprawiedliwiałam się, że przecież Raphael nie jest jeszcze piłkarzem na tak zaawansowanym poziomie jak np. jego kolega Morata, który zaczął regularnie występować w barwach Realu Madryt. Niestety, przy takim talencie jaki posiadał Varane sława była nieunikniona.

Po imprezie w ten piątkowy wieczór postanowiliśmy spróbować. Spędziliśmy na parkiecie całą noc a potem pozwoliłam Raphaelowi u siebie zanocować. Nie, nie, do niczego nie doszło. Nie mogłam dopuścić do tego, abym była dziewczyną na jedną noc, poza tym wciąż byłam świeżo po zerwaniu związku. Skończyliśmy na śnie we wspólnym łóżku przytuleni do siebie.
Kiedy otworzyłam oczy widziałam jak Raphael bacznie mi się przygląda. Zaczęłam rysować bliżej nieokreślony kształt na jego nagim torsie. Chciałam poruszyć pewną kwestię, ale nie byłam pewna czy był to odpowiedni moment. Postanowiłam jednak zagadać.
- Jest pewna sprawa - zaczęłam.
- Tak? - odparł leniwie.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, aby być z nim twarzą w twarz. Popatrzył na mnie niepewnie.
- Nie zamierzam się z tobą afiszować - oznajmiłam.
- Co masz na myśli?
- Nie chcę być jedną z tych dziewczyn piłkarzy, które lansują się na czerwonym dywanie.
- Wstydzisz się mnie czy co? - zapytał również się podnosząc.
- Nie, po prostu wiem jakie zdanie ma dużo moich znajomych na przykład o Sarze Carbonero. Plastikowa dziennikareczka, która jest sławna tylko dzięki związkowi z Casillasem.
Uśmiechnął się ze zrozumieniem i przyłożył moją dłoń do swoich ust muskając ją lekko.
- Ale na zdjęcie na instagram dasz się namówić? - zapytał.
- Oczywiście - odparłam i przytuliłam się do Raphaela.

*

- Jak to "możesz już nie wracać"?! - wykrzyczał do słuchawki mój były chłopak, Luca.
- Po prostu, zerwałam z tobą cztery dni temu, dlaczego niby mielibyśmy razem mieszkać? - odparłam lekceważąco.
- Ale mam tam swoje rzeczy!
- Poprawka. MIAŁEŚ tu swoje rzeczy. Od dwóch dni walizka stoi przed drzwiami.
Przez parę sekund Luca nic nie odpowiadał, widocznie zaskoczyłam go tą odpowiedzią.
- Będę za 10 minut - powiedział i się rozłączył.
Nie zamierzałam mu otwierać kiedy dobijał się do drzwi z przeprosinami. Zaczynałam nowe życie, które nie do końca wiedziałam czy będzie lepsze. W sumie wszystko jest lepsze od ignorancji i obojętności względem drugiej osoby.
Po 30 minutach Luca wreszcie dał mi spokój. Miałam nadzieję, że już mam z głowy tego palanta i że wreszcie zniknie z mojego życia.

Umówiłam się z Raphaelem, że razem spędzimy niedzielę, ponieważ sobotę miał zajętą przez treningi. Mówił coś o pierwszej drużynie. Szczerze modliłam się, aby to był tylko trening do "nałapania" doświadczenia a nie coś poważniejszego typu występ w startującej jedenastce.
Spotkaliśmy się w kameralnej kawiarence. Postanowiłam ubrać pomarańczową bluzkę typu over size i czarne rurki. Białe trampki Converse i brązowe okulary pilotki były idealnym uzupełnieniem. Jeśli chodzi o fryzurę, to pozwoliłam moim dosyć długim kosmykom włosów swobodnie opadać na boku.
Raphael zajął stolik na zewnątrz ze względu na ładną, wiosenną pogodę. On zaś ubrany był całkiem podobnie jak na imprezie. Dres + czarne rurki, tylko, że tym razem wybrał kolory: szary i czarny zamiast bordowy i jasny dżins. Włosy jak zwykle ukazywały jeden wielki nieład. Wyglądało na to, że Varane nałożył tylko trochę żelu na lekko kręcone kosmyki i na tym poprzestał. Było to pierwsze wyzwanie jakie mnie czekało: zmiana fryzury mojego nowego chłopaka.
- Hej! - zawołał i wstał kiedy mnie zobaczył.
- Cześć - podeszłam do niego i musnęłam ustami jego policzek.
Raphael zachował się jak dżentelmen i odsunął mi krzesło, abym usiadła. Była to miła odmiana, ponieważ Luca szczerze mówiąc był zwykłym prostakiem bez manier i właściwie bez szacunku do kobiet. Co ja w nim widziałam?
Po chwili podeszła do nas kelnerka, aby odebrać zamówienie. Poprosiłam o cappuccino i sernik oblany syropem wiśniowym. Rapha popatrzył na mnie zdziwiony.
- Serio nie lecisz na lans. Wszystkie dziewczyny, które tu przyprowadzałem zamówiły samą wodę.
- I co, byłeś z którąś dłużej niż tydzień? - zapytałam podchwytliwie.
- Nie - odpowiedział stanowczo - Zdałaś test poprawnie.
- Ach, więc to jest pewnego rodzaju próba - skrzyżowałam ręce na piersiach - Oj Varane, Varane, nie wiem czy pozwolę sobie na takie zagrywki - udawałam obrażoną.
Odczekał chwile lustrując mnie bacznym wzrokiem. Chyba mnie rozgryzł.
- Robisz to samo w tej chwili - powiedział śmiejąc się.
- Przynajmniej mam pewność, że nie uciekniesz wiedząc, że jestem mega obżartuchem.
- Szczerze? - zapytał zmieniając ton swojego głosu na poważny. Zachęciłam go do kontynuowania - Ja też kocham jeść. Tylko ciii, nie mów trenerowi! - i znów wybuchliśmy śmiechem.
Resztę popołudnia spędziliśmy we wspólnym towarzystwie żartując i poznając się coraz lepiej. Nawet nie wyobrażałam sobie, że Raphael może być tak wyluzowany. Moje pierwsze wrażenie o nim było, że jest zbyt pewnym siebie dupkiem, który ma co tydzień inną laskę. Tymczasem on okazał się zabawnym i romantycznym chłopakiem, który może być jednocześnie świetnym przyjacielem i wspaniałą drugą połówką. Nic nie wspominał o swoim treningu, co trochę mnie zaniepokoiło.

Kiedy wróciłam do domu zaczęłam się zastanawiać nad zatelefonowaniem do niego w tej sprawie, ale w odpowiednim momencie opamiętałam się. Uznałam, że byłoby to wścibskie, nawet jeśli byłam jego dziewczyną. "Jak zechce to mi powie" pomyślałam.
Nie przepadałam za niedzielami, ponieważ zawsze po nich był poniedziałek, czyli chyba najpracowitszy dzień dla dziennikarza.
Ledwo weszłam do swojego gabinetu a szef od razu zalał mnie pracą dotyczącą umieszczania reklam w następnym wydaniu naszej gazety. Szczerze mówiąc było to najnudniejsze zadanie, ale na szczęście nie musiałam zbytnio przy tym wysilać mózgu.
Byłam w połowie swojej pracy, kiedy ktoś zapukał do drzwi gabinetu.
- Proszę! - zawołałam.
- Hej Elena! - zobaczyłam głowę mojego starszego kolegi, Sergio wychyloną przez drzwi - Szef kazał przekazać, że idziesz dzisiaj z ekipą na mecz Realu - oznajmił.
- Błagam, powiedz, że to nie na mnie spada obowiązek opisywania porównywania ubioru trenerów - jęknęłam na co Sergio zaczął się śmiać. Kiedyś nasz przełożony zlecił Francesce napisanie stronicowego reportażu na temat garniturów jakie ubrali na mecz "Tata" Martino oraz Carlo Ancelotti.
- Na szczęście szefuńcio zrezygnował z tej rubryki. Przeprowadzisz wywiady z dwoma zawodnikami i myślę, że będzie zadowolony.
- Ok, kto idzie ze mną?
- Ines i Bruno - odparł - Ja muszę spadać, muszę jeszcze dokończyć felieton. Trzymaj się i powodzenia! - zawołał i zniknął za zamkniętymi drzwiami.
Właściwie byłam zadowolona, że Ines ze mną pójdzie, zawsze jest mi raźniej kiedy mam przyjaciółkę obok siebie, mniej stresuję się podczas wywiadów. Nie do końca cieszyłam się z obecności Bruno - wysokim Latynosem o ciemnych włosach i z zarostem, który zawsze jak mnie widzi rzuca tanimi tekstami na podryw. Miałam nadzieję, że tym razem sobie daruje i zajmie się pracą co było mało prawdopodobne.
Dopiero po 10 minutach zdałam sobie sprawę, że mecz na którym będę to derby Madrytu! Wpisałam w wyszukiwarkę "Raphael Varane" i ustawiłam, aby wiadomości były z ostatniej godziny.
Niestety wyniki jakie mi wyskoczyły były większości "Czy będzie debiut?" i "Francuski talent może eksplodować dziś wieczorem!". Będę miała okazję przeprowadzić wywiad ze swoim świeżo upieczonym chłopakiem. Od razu przypomniałam sobie nagranie, na którym Casillas całuje Carbonero podczas wywiadu. Obiecałam sobie, że przeprowadzę wywiad nawet z samym Ronaldo, byleby nie doprowadzić do takiej sytuacji.


________________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Heeeej! Witam was po dłuższej przerwie na tym blogu. Szczerze już traciłam nadzieję, że wena na dalsze losy Eleny wróci, ale wróciła i oto mamy nowy rozdział, z którego prawdę mówiąc jestem zadowolona :D
Martwi mnie trochę to, że liczba komentujących stopniała kiedy opublikowałam 1 rozdział... Mam nadzieję, że pod tym będzie ich trochę więcej, bo nie lubię pisać dla siebie ;p
Czekam na Wasze opinie i liczę, że rozdział się podoba ;)

I'll be the one if you want me to

My sweet revenge
Pride of London

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 1

Po treningu postanowiliśmy z Moratą, że pójdziemy na imprezę się zabawić. Był piątek, obaj nie mieliśmy dziewczyny, co komu zaszkodzi mały wypad z dużą ilością alkoholu? Pomijając fakt, że kończyliśmy tydzień w ten sposób regularnie od około trzech miesięcy.
Jak zwykle od przekroczenia progu klubu zacząłem rozglądać się za pięknymi Hiszpankami. Alvaro pociągnął mnie do baru, abyśmy usiedli i stamtąd zaczęli swoje "łowy".
- Brunetka, długie nogi, usta pomalowane czerwoną szminką, naprzeciwko ciebie - zagadnął Morata.
Spojrzałem w tamtą stronę. Faktycznie, dziewczyna niczego sobie, tylko, że wyglądała jakby była co najmniej 6 lat starsza.
- Weź nawet sobie jaj ze mnie nie rób. Jak cię pociągają starsze to ją bierz, ale mnie nawet w to nie wciągaj - powiedziałem.
- Dzisiaj coś słabo z towarem w tym klubie. Nie ma ładniejszych - podsumował.
Zamówiliśmy po drinku, aby "zrobić sobie humor" i wróciliśmy do rozglądania się za atrakcyjną, MŁODĄ dziewczyną.

*

Piątek wieczór - idealny czas, aby odreagować wszystkie stresy związane z pracą i życiem codziennym. Postanowiłyśmy z dziewczynami, że to będzie typowo babski wypad. Miałyśmy dość facetów. My, czyli: Ines, która właśnie zakończyła swój dwuletni związek z powodu zdrady, Francesca, którą ciągle nachodził jej były i nękał ją telefonami dopóki sprawa skończyła się w sądzie i ja, Elena. Obecnie mój status określiłabym pomiędzy "to skomplikowane" a "w związku". Mój chłopak, jeżeli go jeszcze mogłam tak nazwać, nigdy nie miał dla mnie czasu, co doprowadzało do ciągłych kłótni, jednak ja nie umiałam z nim zerwać.
Usiadłyśmy w zamówionej wcześniej loży i raz za razem zamawiałyśmy kolejne drinki. Wszystkie obiecałyśmy sobie, że nawet słówkiem nie piśniemy o facetach. Niestety, alkohol sprawia, że człowiek zapomina o wszystkim.
- Widzicie tych dwóch przy barze? - zapytała Ines chichocząc.
- Ines, kochanie, przy barze siedzi wielu facetów - zauważyła Francesca.
- Jeden jest taki jakiś ciemny, dobrze zbudowany a drugi jasny, z ciemnymi włosami i ubrany w czarne rurki i biały top.
- Nawet się nie przyznawaj, że nie wiesz kto to - powiedziałam zdziwiona - Dziewczyny, pracujecie w gazecie o La Lidze i nie wiecie kto to jest?!
- Och daj spokój - zagadnęła Francesca - Jesteśmy już po pracy.
- Oświecisz nas? - zapytała Ines, która szczerze mówiąc była najbardziej wstawiona.
- Ten "ciemny" to Varane a ten drugi to Morata. Grają w Realu Madryt B.
- A Real Madryt B nie jest przypadkiem w drugiej lidze? - zauważyła Francesca a ja nieśmiało skinęłam głową - No właśnie, a my zajmujemy się tylko pierwszą ligą.
- Och, no dobra. Co z nimi, Ines?
- Z chęcią zjadłabym te ciasteczka - oznajmiła ciągle chichocząc.
- Oj, nie. Nie zamierzam mieszać się w świat WAGs - odparłam zdecydowanie - Znacie moje zdanie na ten temat.
- Elena, ale nie każda dziewczyna piłkarza jest rozpuszczoną i sztuczną laską. Niektóre na prawdę nie tracą przy tym głowy np. Antonella, narzeczona Messiego - mówiła Francesca.
- Musiałoby nie wiem co się stać, żebym zaczęła umawiać się z piłkarzami.
- Chyba zaraz zmienisz zdanie, bo jeden tu idzie - powiedziała Ines.
Popatrzyłam w stronę gdzie przed chwilą siedzieli Morata i Varane. Alvaro ciągle był na swoim miejscu, jednak Francuza nie mogłam nigdzie znaleźć. Skupiona na poszukiwaniu wzrokiem Raphaela wzdrygnęłam się na jego widok obok mnie.
- Cześć, jestem Rapha, zatańczysz? - zapytał z francuskim akcentem.
Dziewczyny oczywiście zaczęły się śmiać przy okazji robiąc mi obciach. Ja pozostałam zdeterminowana, moja odpowiedź była jasna.
- Sorry, ale nie.
Widziałam jak się zmieszał i przy okazji oburzył. "Kto śmiał odmówić Varanowi?" mówiły jego oczy. Tak, to ja, Elena Modesto, dwudziestoletnia Hiszpanka.
- To tylko taniec - nalegał trzymając wyciągniętą rękę w moją stronę.
- Ona uważa, że ją rozpieścisz - palnęła Ines na co zareagowałam wrogim spojrzeniem.
- Och, no dobrze - zgodziłam się i wyszłam razem z Varanem na parkiet.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że piosenka, którą właśnie zapodał DJ to typowy przytulaniec. W mgnieniu oka poczułam ręce Raphaela na mojej talii. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Wszyscy tutaj tak tańczą - wytłumaczył.
Nie opierałam się, bo szczerze mówiąc bardzo odpowiadało mi to, że osoba płci przeciwnej mnie dotyka. Było wiadome, że mój związek z Davidem mogłam już uznać za zakończony.
Po raz pierwszy odważyłam się spojrzeć w czekoladowe oczy Raphaela. Nawet w półmroku jaki panował w klubie dało się dostrzec tę iskrę żarzącą się w nich. Nagle poczułam jak coś przewraca mi się w żołądku. Możliwe, że było to spowodowane ilością alkoholu jaką spożyłam, ale wtedy na myśl przychodziło mi tylko jedno słowo - miłość. Zabujałam się w Varanie.

___________________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Zabijecie mnie za długość :') Jakoś nie mogłam wymyślić nic bardziej kreatywnego, na razie jest taki wstęp, potem będzie się działo :D
Mam nadzieję, że się podoba :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Prolog

Założę się, że chociaż raz w Twoim życiu dała o sobie znać miłość bez wzajemności. Robisz wtedy wszystko, aby druga osoba Cię zauważyła, doceniła. Czasami jesteś nachalny w stosunku do niej, byle tylko zwrócić jej uwagę. Masz chwile zawahania, nachodzą Cię myśli "Daj sobie spokój", rodzina i znajomi w kółko powtarzają "Odpuść sobie" a Ty wciąż dążysz do celu. 
Nie widzisz żadnych wad w osobie, którą kochasz. Wydaje Ci się idealna. Z każdym najmniejszym gestem zakochujesz się w niej coraz bardziej. Ciarki Cię przechodzą kiedy jej oczy spoczną na Tobie. Powtarzasz sobie "chcę z nią być" pomimo iż wiesz, że to niemożliwe.
Padłem ofiarą przepięknej Francuzki o długich, ciemnych włosach i błyszczących brązowych oczach. Jej usta pomalowane krwisto czerwoną szminką podkreślały jej niebanalną urodę. Oswoiła mnie i zamknęła w klatce, z której nie mogę się wydostać od ładnych paru lat.
Uwiodła mnie i zostawiła. A ja wciąż nie mogę o niej zapomnieć. Nawet tutaj. W Madrycie.
Mam dwadzieścia lat, wciąż występuję w drugiej drużynie Realu Madryt chociaż mówią o mnie jak o piłkarzu pokroju Rio Ferdinanda czy Thiago Silvy.
Jest tutaj wiele ładnych dziewczyn, lecz od mojego przyjazdu, czyli przez ostatnie dwa lata żadna z nich nie oczarowała mnie tak jak Amelie. Wielokrotnie kiedy bywałem u rodziny we Francji i chciałem się z nią spotkać, zbywała mnie tekstem "nie mam czasu".
Teraz jest modelką, pozuje dla najlepszych fotografów we Francji. Wielokrotnie kiedy przeglądałem jej zdjęcia w internecie, zazdrościłem. Zazdrościłem fotografom, że oglądają ją czasami nawet nago.
Wiele razy próbując o niej zapomnieć, szedłem na imprezę z Karimem, podrywałem jakąś Hiszpankę i zaciągałem ją do łóżka. To nic nie dało. Zawsze budząc się rano obok nagiej dziewczyny wyobrażałem sobie, że to Amelie leży obok mnie.
Los mi sprzyjał oraz najwyraźniej miał dość moich ciągłych użalań się nad sobą i zesłał do Madrytu anioła o imieniu Elena.


_______________________________

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Heeeej! :D Witam Was na moim siódmym blogu, czwartym aktywnym (już niedługo). Nie jest on o Eriku Durmie czy Schlierenzauerze.
Zarzekałam się, że nigdy nie będę pisać o piłkarzach Realu lub Barcelony, ale dzisiaj czytając jeden z wywiadów z Raphaelem Varane, natchnęło mnie :D
Nie umiem pisać prologów - to muszę przyznać, ale jakoś trzeba zacząć :)
Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Bardzo proszę o dodawanie się do Informowanych oraz zapoznaniem się z Bohaterami.